poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 0

Było kilka minut po świcie. Do niewielkiej sypialni mieszkania należącego do Hermiony Granger na Upper Groud wpadały pierwsze promienie słońca oświetlając brązowe loki właścicielki. Sypialnia była w kształcie prostokąta. Kremowe łóżko małżeńskie zajmujące sam środek stało na grubym, białym dywanie. Na przeciw łóżka stała toaletka, a obok toaletki były dwie pary drzwi. Oprócz tego w pokoju były jeszcze dwie etażerki, biurko i półka z książkami.
Budzik stojący na jednej z etażerce, zaczął wygrywać coraz głośniejszą melodię. Po chwili ręka Hermiony drgnęła. Powoli przesunęła się i wyłączyła budzik. Dziewczyna leżała tak przez chwilę, nie zdejmując ręki z budzika, aż w końcu wstała, umyła się, ubrała, włożyła do kieszeni różdżkę i poszła do kuchni zjeść śniadanie.
Kuchnia była urządzona w nieco innym stylu niż sypialnia. Była bardziej nowoczesna. Niebieskie i srebrne szafki lśniły czystością, a na błękitnych płytkach nie było ani jednej smugi. W ekspresie już parzyła się kawa, która wypełniała swym wspaniałym aromatem całe mieszkanie. Zarówno kuchnia jak i salon były bardzo przeszklone, więc o tej porze dnia nie trzeba było włączać światła. Kuchnia była otwarta na pięciokątny salon pełniący także role jadalni.  Na ścianie salonu przeciwnej do drzwi wejściowych znajdowały się drzwi od łazienki.  Na jednej ze ścian wysiał duży plazmowy telewizor, a przed nim stała długa, czarna, przykryta kremową, jedwabną narzutą kanapa. Przy przyległej do kuchni ścianie stał hebanowy stół z pięcioma krzesłami,  a obok był biały kominek.
Hermiona zjadła śniadanie, wzięła kubek kawy, usiadła na kanapie, włączyła telewizor i obejrzała mugolskie wiadomości. Z uwagą słuchała słów młodej prezenterki czytającej co raz to nudniejsze wiadomości. Gdy 7 lat temu, w dniu zakończenia turnieju truj magicznego Harry był świadkiem odrodzenia się Voldemorta, Hermiona dzień w dzień czytała Proroka Codziennego i/lub oglądała mugolskie wiadomości w celu upewnienia się, że wszystko jest tak jak być powinno. Teraz ona pracowała w Ministerstwie Magii i miała dostęp do wielu informacji, ale nawyk pozostał.
Gdy wiadomości się skończyły dziewczyna wyłączyła telewizor. Była dopiero 6. Siedziała na kanapie zastanawiając się co by było gdyby wszystko było inaczej. Nigdy nie przypuszczała, że będzie musiała ratować świat. Kiedyś wydawało się to takie nieprawdopodobne. A teraz... Ona, Hermiona Granger, dziecko mugoli, miała w tym swój udział.
Z przemyśleń wyrwało ją stukanie w okno. Otworzyła się i odebrała od sówki Proroka Codziennego. Wzięła gazetę i zaczęła czytać. To wydanie było wyjątkowo długie. Nie czytała od deski do deski, ale i tak zajęło jej to trochę czasu. Było już trzydzieści po szóstej. O siódmej miała być w gabinecie Ministra na zebraniu nadzwyczajnym. Ogarnęła się i podeszła do kominka. Wzięła pudełeczko z proszkiem Fiuu i otworzyła.
'Cholera' - przeklęła cicho. Pudełeczko było puste. No tak zapomniała kupić proszek... Był środek maja, ale dni były chłodnawe. Wzięła więc płaszcz i wyszła z domu. Nie mogła się deportować ze swojego mieszkania, ba wpierw musiałaby zdjąć masę zaklęć ochronnych. Z resztą od czasu upadku śmierciożerców w MM wszelka deportacja i aportacja była zabroniona.
W ciągu 5 minut doszła do rzeki obok swojego bloku. Rozejrzała się czy nikt nie patrzy, ale o tej porze Londyn jeszcze spał. Zgrabnie dostała się na drugą stronę wału przeciw powodziowego i deportowała się z cichym pyknięciem.
Kilka sekund później stała przed czerwoną budką telefoniczną. Było to najmniej zaludnione wejście o tej porze. Weszła pewnym krokiem i wpisała kod: 62442. Po chwili rozległ się głos.
'Witamy w Ministerstwie Magii, proszę podać imię, nazwisko i sprawę w której się pani pojawiła' - powiedział automat.
'Hermiona Granger, vice szefowa Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów' - powiedziała Hermiona.
Po chwili była już pod biurem Ministra Magii - Kingsley‘a Shacklebolt‘a. Zegar nad drzwiami wskazywał siódmą piętnaście. Hermiona wiedziała, że Kingsley nie będzie miał jej tego za złe, ale inni osoby owszem. Poprawiła płaszcz i zapukała.
'Proszę wejść, panno Granger.' - powiedział znajomy głos ministra.
Otworzyła drzwi. W pokoju oprócz niego był jeszcze Draco Malfoy, Zabini Blaise i Isobel McDougal, wszyscy byli z nią na tym samym roku w Hogwarcie .
'Witam panie Ministrze' – skinęła Hermiona. Zrobiła to tylko ze względu na to niecodzienne towarzystwo. Przyjaźniła się z Kingsleyem, ale Malfoy nie był osobą, która powinna to wiedzieć. Hermiona byłą lekko zdziwiona zebranym towarzystwem. Nie łączyło ich nic, pracowali w różnych wydziałach, prowadzili różne projekty. Jedyną cechą wspólną było to, że byli na tym samym roku w Hogwarcie. No i wszyscy pracowali w MM. Jako vice szefowa MWC znała wszystkie osoby pracujące w MM z nazwiska, a zdecydowaną większość z imienia. Isobel była kierownikiem Wydziału Duchów w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Malfoy był vice prezesem Międzynarodowej Ligi Quidditch'a, a Blaise szefem Zarządu Nadzoru Miotlarskiego w Departamencie Transportu Magicznego.
Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. Isobel, Draco i Zabini mierzyli Hermionę wzrokiem. Dziewczyna spojrzała pytająco na Kingsley ‘a. Wiedziała, że tylko jej Kingsley powiedział o spotkaniu, reszta po prostu została wezwana.
W końcu Shacklebolt przerwał milczenie.
'Bez zbędnych wstępów. Jak wszyscy mam nadzieję wiecie. W tym roku Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów postanowił wziąć udział w międzynarodowych wymianach. Wasza czwórka wyjedzie na 3 miesiące do innego kraju i zamieszka wśród mugoli. Więcej o wyjeździe dowiecie się od szefowej Departamentu MWC Penelopy Clearwater. Macie z nią spotkanie za 10 minut w jej gabinecie.' - gdy Minister skończył wszyscy wciąż stali jak zaczarowani. 
'Wyjazd na 3 miesiące? To chyba jakieś żarty. A co z pracą?' - w głowie Hermiony pojawiło się wiele pytań, ale żadnego nie wypowiedziała głośno. Ale najbardziej męczyło ją jedno. ‘Dlaczego, do cholery jasnej vice szefowa departamentu MWC nie wiedziała, że wyjeżdża!?’
'Chyba powinniście już wyjść, jeśli nie chcenie się spóźnić' - powiedział minister, po chwili ciszy.
'Ach tak. Właśnie. Do widzenia' - pożegnała Isobel, a reszta po prostu wyszła za nią. Nawet Draco Malfoy zapomniał języka w gębie.
Przez całą drogę do departamentu MWC nie odezwali się do siebie ani słowem. Gdy weszli Penelopy jeszcze nie było. Usiedli na dwóch białych kanapach ustawionych na przeciwko biurka. Na jednej Hermiona i Isobel, a na drugiej Malfoy i Blaise. Po 5 minutach przyszła pani Clearwater. Po krótkim przywitaniu usiadła za biurkiem i zaczęła...
'Wiecie już od ministra, że zostaliście wylosowani do międzynarodowego projektu wymiany, w skrócie PW. Projekt trwa piętnaście tygodni i ma cztery części. Pierwsza cześć zaczyna się za tydzień i trwa sześć tygodni, czyli cały czerwiec i dwa pierwsze tygodnie lipca. Druga część trwa trzy tygodnie, czyli dwa ostatnie tygodnie sierpnia i pierwszy tydzień września. Trzecia część trwa dwa tygodnie. Są to: ostatni tydzień października i pierwszy tydzień listopada. Czwarta i ostatnia część trwa cztery tygodnie. Dwa ostatnie tygodnie grudnia i pierwsze dwa tygodnie stycznia. Wiem, że to trochę pogmatwane, ale to decyzje odgórne. Nie wolno wam używać magii. Niestety miejsca, gdzie ten czas spędzicie też są pogmatwane. Nie podano mi jeszcze dokładnych informacji, ale na początku odwiedzicie Irlandię, będziecie mieszkać w dworku w mieście Limerick. Nie możecie używać magii. Nie zabierzemy wam różdżek, ale będziemy wiedzieli o wszystkich zaklęciach jakie rzucacie.’ – tu zrobiła krótką przerwę – ‘Uprzedzając pańskie pytanie panie Malfoy, niestety nawet gdybyśmy mieli zabrać panu różdżkę, narzucać na dworek tysiąc zaklęć ochronnych i przykuć pana do ściany to i tak pan pojedzie.' – powiedziała spokojnie i uśmiechnęła się lekko.
Malfoy naburmuszył się tylko, za to na twarzach Hermiony, Isobel i Blaise’a pojawił się lekki uśmiech.
‘Nie będą to wakacje. Będziecie mieli obowiązki oraz zadania do wypełnienia. O nich poinformuję was później. Macie pół godziny na oswojenie się z wszystkimi informacjami. Za pół godziny oczekuję pani, panno Isobel. Następnie panny Granger, pana Blaise’a i pana Malfoy’a. W takiej nie innej kolejności.’
‘Ach, cała Penelopa. Wszystko szybko i na temat.’ – uśmiechnęła się w duchu Hermiona. Penelopa była niedoszłą żoną Percy’ego Weasley’a. Zerwała zaręczyny do 2 tygodniach wspólnego mieszkania. No cóż… Nie wszyscy są dla siebie przeznaczeni.
Gdy skończyła wszyscy wyszli. Isobel i Hermiona poszły do wind i zjechały na poziom 0, do Atrium.
Gdy po wojnie przebudowywano lekko MM dodano kawiarnię dla osób oczekujących oraz pracowników. Kawiarnia była urządzona w stylu nowoczesnym. Były tam okrągłe, srebrne, metalowe stoły i pasujące do nich krzesła. Naprzeciwko stolików był długi bar gdzie można była zjeść zarówno śniadanie, lunch czy kolację lub po prostu napić się kawy. Różniła się od zwykłych kawiarni tylko tym, że nie można tam było kupić alkoholu. 
Tak więc dziewczyny weszły do kawiarni i usiadły przy stoliku. Były na tym samym roku, ale nigdy ze sobą nie rozmawiały. Hermiona widziała ją na rozpoczęciu roku i potem może raz czy dwa na posiłkach czy na korytarzu. Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy, którą przerwała Isobel.
‘Isobel’ – dziewczyna wyciągnęła swoją rękę.
‘Hermiona’ – Hermiona uścisnęła jej dłoń i uśmiechnęła się, na co Isobel odpowiedziała uśmiechem. Chwilę tak siedziały, nic nie mówiąc. Pierwsza wstała Hermiona.
‘Chcesz kawy?’ – spytała dziewczynę.
‘Bardzo chętnie, dziękuję.’ – odpowiedziała.
Po chwili Hermiona wróciła z dwoma filiżankami kawy. Usiadła i zaczęły rozmawiać.
‘Co myślisz o tym wszystkim? Po Twojej minie wnioskuję, że nie jesteś zachwycona.’- spytała Isobel.
‘Nie uśmiecha mi się to. Sześć tygodni to szmat czasu. W dodatku ze Ślizgonami…’- odpowiedziała Hermiona.
‘Ach no tak. Zapomniałam. Ślizgoni i Gryfoni. Odwieczna walka. Niestety będziemy musiały to jakoś znieść. Blaise’a jeszcze mogę zaakceptować. Wiem, że znamy się bardzo krótko, ale uwierz mi on nie jest taki zły jak się wydaje. A Malfoy… Ja nie wiem jak oni sobie to wyobrażają. Mamy się może jeszcze za kumplować z tym śmierciożercą… - przerwała i spojrzała na zegar wiszący nad barem. - Na brodę Merlina! Muszę już iść Hermiono.’ – powiedziała Isobel.
‘Zaczekaj pójdę z tobą.’ – powiedziała Hermiona.
Dziewczyny wstały i udały się na górę. Hermiona zastanawiała się przez chwilę nad słowami koleżanki. Miała bardzo podobne odczucia. Chyba się zaprzyjaźni z Isobel. Dziewczyna wydaje się być całkiem miła. Isobel zapukała i weszła do gabinetu. Hermiona usiadła na jednej z kanap w poczekalni i zaczęła czytać „Żonglera”. Po jakiś 10 minutach weszli Blaise i Malfoy. Z Zabinim Hermiona miała całkiem niezłe stosunki. Pracowała z nim kilka lat temu przy pewnym projekcie i po wielu kłótniach i wyzwiskach stworzyli coś co można by było nazwać daleką przyjaźnią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz